9. Jestem szczęśliwa

Ostatnie lata były dla mnie ciężkie.
Były codzienną walką aby wstać, podnieść głowę, czasem otrzepać się z kurzu po wczorajszej bitwie i stawić czoła teraźniejszości.
A zaczęło się niewinnie.
Zaczęło się w szkole.
Zaczęło się od rozstania moich rodziców.
Zaczęło się w mojej głowie.

Jestem osobą bardzo wrażliwą. Wzruszam się gdy widzę cudzą krzywdę. Wzruszam się gdy widzę starszych ludzi. Wzruszam się kiedy oglądam ckliwą reklamę w internecie. Płaczę na filmach. Płaczę na filmach motywacyjnych. Kiedyś płakałam kiedy działa mi się krzywda. Dzisiaj częściej płaczę ze szczęścia. Płaczę z powodu małych rzeczy. Dla kogoś małych- dla mnie dużych. Wyczerpałam limit łez na przykrości dnia codziennego. Stałam się niezniszczalna w swojej kruchości.

Depresja nie jest dla mnie niczym złym. Dzisiaj tak nie jest. Może dlatego, że dzisiaj chce żyć. Z zaciekawieniem odsłaniam okna i chce poznawać świat i najmniejsze otaczające mnie obiekty. Przez lata jednak była to dla mnie codzienna walka. Walka - bo codziennie trzeba było pójść do pracy, wyjść do ludzi, czasem się uśmiechnąć aby nikt nie zadał ci pytania "czy coś się stało?". A życie się stało. Zweryfikowało mnie boleśnie. Sprawiło, że nie chce być już niezniszczalna.

Był rok, że nie było dnia kiedy nie zastanawiałam się "jakby to było gdyby mnie nie było". Były dni, kiedy biłam się z myślami czy to nie jest dobry dzień aby umrzeć. Umrzeć. Zamknąć oczy. Nie męczyć się. Mnie życie męczyło. Męczyło mnie oddychanie. Mówienie. Słuchanie. Męczyło mnie bycie. Bycie sobą. Nie pasowałam sobie. Byłam zmęczona, zła na życie. To był poprzedni rok, jeszcze poprzedni i trzy i cztery lata temu.

Więc nie odsłaniasz okna.
Nie odsłaniasz siebie.

Był rok, kiedy było lepiej. Takie mieszanie się między stanem euforii a depresji. Raz dobrze, raz lepiej a raz gorzej. Ale codziennie- nie chcesz żyć. Nie widzisz w tym sensu. Jedynym powodem, aby żyć była wizualizacja płaczu mojej mamy albo siostry czy babci. Te trzy osoby trzymały mnie przy życiu. Pisałam listy pożegnalne. Darłam. Pisałam na nowo.

Wyrzuciłam wszystkie.

Przy życiu trzymała mnie pasja, ambicja. Przy życiu trzymało mnie życie innych.

Zostałam kilka razy zraniona. Przez osoby, które bardzo kochałam. Bo ja nie umiem kochać mniej. Ja kocham bardziej. Oddałam siebie, ale zostałam zdeptana. I zamknęłam się na wszystkich. Nie czułam się kompletnie gotowa aby komukolwiek oddać zaufanie i aby ktokolwiek mógł podejść metr bliżej. Teraz kiedy pokochałam siebie- mogę pokochać drugiego człowieka. Ale z zaufaniem mam duży problem i to zajmuje mi trochę czasu.

Pieniądze nie miały wartości.

Raz były, Raz ich wcale nie było. Ludzie doili z każdej strony jak mogli. A ja byłam jedna. Był okres, że nie było na najbardziej potrzebne rzeczy a ostatnie pieniądze oddałam komuś na ulicy. Bo mi po co. Skoro to może być mój ostatni dzień. Mi nie pomogą. Dusili znajomi, ci bliżsi oraz dalsi. Nikt nie wiedział dlaczego mi to pasuje. Nikt się tym nie interesował. Bo ja zawsze byłam. A jakby mnie nie było?

Praca była problemem.

Bo pracujesz z ludźmi. Jesteś autorytetem w dziedzinie zdrowia. Nie możesz mieć gorszego dnia. Oceniają twój wygląd, styl bycia. Oceniają ciebie chociaż twoja samoocena jest na samym dnie. Nie wiedzą i nikt nie wie, że wracasz do domu, patrzysz w lustro i widzisz najbrzydsza osobę na świecie. Siebie.

Pomagasz innym.

Pomaganie zawsze było u mnie zaszczepione od najmłodszych lat. Mam to po mamie. Mama uczyła mnie współczucia i aby robić tak- aby nikt inny przeze mnie nie płakał. A wiem, że płakała i to nie jedna osoba. Więc kosztem swojego życia- żyłam życiem innych. Tym, które można było uratować.

Nie wiem co się zmieniło.
Nie wiem co się stało.

Najlepszą terapią dla mnie jest sport. Ruch. Zrozumienie swojego ciała. Miłość do siebie. Pokazanie sobie że nie jestem niezniszczalna. Zaczęłam czuć szczęście. Miesiąc temu pierwszy raz od wielu lat. Bo zaczęło się wcześnie. Ale dzisiaj częściej płacze ze szczęścia. Bo wybrałam życie. Wybrałam siebie.

Zakopałam demona. Mam nadzieję, że na zawsze.

Nie mam pigułki dla osób, którym nie chce się już żyć.
Nie jestem specjalistą.
A ten post nie jest niczym nadzwyczajnym.
Ale teraz kiedy jest już ok- mam siłę aby o tym napisać bo widzę jak wiele osób kończy ze sobą. I dla mnie nie jest to nic dziwnego.

Zabijamy siebie nawzajem.
Mówimy sobie przykre rzeczy.
Nie wiemy nawet w jakim stopniu nasze zachowanie może kogoś dotknąć.

Skaczemy potem z mostu.
Czasem z nadzieją, że ktoś nas złapie.
Czasem boimy się, że otworzy się niewidzialny spadochron.

Kiedy skaczesz i nie chcesz być złapany- nie mówisz o tym.
Kiedy ja powiedziałam, że nie chce żyć usłyszałam ( nie pamiętam już od kogo) : rozchmurz się.

Depresja to nie zły dzień czy zły humor.
Dla mnie to złe życie. Egzystowanie- bo tak trzeba.

Nie stosowałam super zmian w diecie.
Medytacji.
Zmieniałam środowisko. Wielokrotne przeprowadzki.
Ale to zawsze była ucieczka. A przed sobą- nie uciekniesz.

Moja rada od siebie i dla siebie: wyrzuć wszystko co toksyczne z twojego życia.

Były okresy, że nie sypiałam wcale. Piłam 5 kaw dziennie, mówiłam wszystkim, że jest super. Bo co to zmienia skoro i tak nikt ci nie pomoże? Włosy wypadały mi garściami- dlatego też sobie doczepiłam aby odrosły mi moje i żebym nie chodziła łysa. Były okresy, że wcale nie jadłam. Schudłam wtedy 10 kg. Została sama skóra i kości. Wtedy od mojego byłego chłopaka od którego wcześniej usłyszałam, że jestem za gruba ( tak ja) usłyszałam że wyglądam super. A mi zmarł dziadek, nie chciałam żyć ale musiałam- moja rodzina by tego nie przetrwała gdyby coś mi się wtedy stało. Ledwo stałyśmy wtedy wszystkie na nogach. Ta śmierć zmieniła wszystko w moim życiu i wtedy pierwszy raz pomyślałam: muszę żyć.

Unikam alkoholu oraz innych substancji, które zaburzają pracę mojego mózgu i mogły by spowodować, że jutro będę się czuła gorzej. Od miesiąca tego nie potrzebuje, w żadnej ilości. Czy to okazjonalnie czy też nie- na razie cieszę się tym, że budzę się z uśmiechem na buzi. Nie chcę na razie tego zaburzać. Chcę mieć trzeźwy umysł i doświadczać tych kolorów, którymi jestem oczarowana i których nie widziałam przez tyle lat. Nie umiem tego opisać.

Jem witamine d3, omege3, witamine C. Dużo się zmieniło od kiedy jest to regularne bo nie mam już problemów z pamięcią.

Od miesiąca trenuje z przyjemnością. Wręcz nie mogę się doczekać, aż pójdę na trening. Nie mogę się doczekać tego zmęczenia i nie mogę się doczekać każdego mojego treningu z klientami. Mam więcej energii w pracy. Poświęcam więcej czasu ludziom oraz rzeczom, które mnie interesują. Nie tracę czasu na rzeczy, które mogą mieć na mnie zły wpływ.

Teraz już mną nie zmanipulujesz. Pracowałam nad tym.

Może ten post nie na wydźwięku smutnego.
Ale ja też już nie jestem smutna.
A to, że nie uśmiecham na co dzień tak dużo- pracuje nad tym aby to zmienić, ale mam tak od dzieciaka.

Chce się uśmiechać.
Chcę doświadczać.

Dzisiaj chce żyć.

I wierze, że wszystko to co mnie spotkało w ciągu ostatnich lat do mnie wróci.
Może nie dzisiaj, nie jutro.
Ale kiedyś- wróci.
A być może- wraca do mnie teraz.

Nie traćcie wiary w to, że będzie lepiej.
Zróbcie i zapracujcie na to.
Zakopcie trupa, którego w sobie nosicie.
I idźcie dalej.

Chcę zostawić coś po sobie.
Tworzyć historię. Być legendą.
Teraz kiedy jestem "prawie" niezniszczalna, wiem, że może mi się udać.


Dziękuje mojej kochanej mamie.
Życie to wielki dar. Ty mi go dałaś.
A ja go wykorzystam najlepiej jak potrafię.

kontakt: aleksandra.szpaq@gmail.com

Standardowo przypominam o zrzutce- link do niej znajduje się w lewym górnym rogu strony głównej bloga. To na moje marzenia.










Komentarze

Popularne posty